NonNews:Korea Południowa: w nauce siła

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Zmuszani do nauki i trzymani pod kluczem młodzi Koreańczycy porozumiewają się ze sobą za pomocą sygnałów dymnych.

24 sierpnia 2006

Pięć za dużo, cztery w sam raz.

Koreańscy uczniowie o ilości przesypianych godzin

Korea Południowa, uboga w zasoby naturalne, od dawna stawia na edukację. Pęd na wiedzę jest tak monstrualny, że już dwuletni Koreańczycy uczą się angielskiego, aby po roku zacząć edukację w elitarnym przedszkolu dla poliglotów. W drugim semestrze jednorocznego przedszkola, oprócz rozszerzonej matematyki, dochodzi astrofizyka i fizyka cząstek elementarnych, biologia molekularna, anestezjologia (jak znieczulić się przed egzaminem) i kardiochirurgia (jak nie paść tamże na serce). Czteroletni adepci wszechwiedzy idą do szkoły podstawowej, gdzie w dalszym ciągu doskonalą się w naukach ścisłych.

Prawdziwa droga do edukacji zaczyna się jednak wraz z osiągnięciem piątego roku życia. Pięciolatki wstają o trzeciej nad ranem, aby odrobić lekcje, które zostaną im zadane za miesiąc, i na godzinę szóstą udają się do placówki edukacyjnej. Spędzają tam dwanaście godzin, podczas których odbywają się lekcje z 23 przedmiotów. Każda klasa przebywa przez cały dzień w jednym pomieszczeniu, aby nie trzeba było tracić czasu na przerwy lekcyjne. W następnym roku godziny rozpoczęcia i zakończenia zajęć nie zmieniają się co prawda, ale uczniom dochodzą hakwony, czyli prywatne szkoły. Tam spędzają czas od północy, po czym wracają do domu, zrzucają plecak turystyczny pełen podręczników, i do czwartej rano odrabiają kolejne zadane lekcje, aby już o trzeciej zacząć odrabiać kolejne, z miesięcznym wyprzedzeniem. I tak aż do czasu matury.

Koreańska matura trwa trzy lata, a w czasie egzaminów nawet osy mają nakazane, aby bzyczeć ciszej, ponieważ mogłyby przeszkadzać zdającym. Po wydaniu kilkuset tysięcy dolarów, kilkunastu przeprowadzkach za dobrymi szkołami, harowaniu przez rodziców na cztery zmiany po czterdzieści godzin dziennie, młody Koreańczyk, jeśli tylko przez te trzy lata nie zmruży oka, ma możliwość dostania się na jedną z trzech elitarnych uczelni. Prawdopodobieństwo tego zaszczytu wynosi dwieście do jednego. Na studiach dostaje się trochę luzu: jedną niedzielę w miesiącu wolną oraz ledwie 15 pełnych godzin zajęć w inne dni. Po uzyskaniu tytułu magistra można wreszcie coś zjeść i udać się do Anglii, aby pracować jak Polacy – jako biali Murzyni.

Źródło