Spisek

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Spisek – siła napędowa Nonsy. Jest niczym nawóz naturalny rozrzucony na polu ziemniaków, zapewnia prawidłowy wzrost i rozwój wszelkich roślin, co bezpośrednio przekłada się na żyzne plony.

Historia[edytuj]

Od zarania dziejów na Nonsie dochodziło do starć między użytkownikami. Powstawały bezproduktywne dyskusje, pora, tysiące idiotycznych linii logów przewinęło się przez IRC-a. Wiele razy użyto najrozmaitszych wulgaryzmów, wszak język polski znacząco ułatwia produkowanie neologizmów przez dorzucanie bogatych wiązanek przedrostków, przyrostków i wrostków. Tego typu potyczki słowne zawsze stanowiły „lep na muchy”, wciągający kolejne osoby w niekończące się dyskusje o władzy, wpływach i racji tej czy owej strony.

Liczba edycji jako miara przydatności[edytuj]

Podstawowym kryterium wyznaczającym status społeczny danego nonsensopedysty od zawsze był, jest (i pewnie nadal będzie) licznik edycji. Ten święty Graal stanowił niezaprzeczalny dowód w każdej sprawie, rozsądzał o racji lub jej braku, o przyznaniu bądź odebraniu uprawnień, a także stanowił niejako „złoto” tej krainy, mlekiem i miodem płynącej. W każdym miejscu i czasie liczba takich edycji bezpośrednio kreowała historię portalu, wszak „ten, kto dużo pisze, decyduje o wszystkim”. Żaden władca nie był w stanie polemizować z takimi argumentami, a brak aktywności zawsze stanowił podstawę do obalenia kolejnej „dyktatury”.

Dyktatura jako ustrój[edytuj]

Niczym w Świecie Dysku, aby dostać się na szczyt, należało najpierw pokonać poprzedniego arcyrektora. Nie istniała inna droga. Czasy, w których stroną rządziła więcej niż jedna osoba, od zawsze kończyły się ustąpieniem któregoś z carów. Drogą wiodącą na świecznik był zawsze tytułowy „spisek”, zawiązywany przez niezadowolonych nonsensopedystów. Grupa żądnych władzy spiskowców nigdy nie miała nic lepszego do roboty niż użeranie się z jakimś dzieciakiem na niszowej stronce o humorze. Używano botów, wirusów, trojanów i wszelkiego rodzaju robaków spulchniających glebę i użyźniających ziemię, co miało zapewnić bogate zbiory po wykryciu takowego spisku.

Czasolinia jako spis dram[edytuj]

Każdy spisek bywał mniej lub bardziej udany, jednak zaistniała potrzeba utrwalania kroków wiodących do otrzymania takiego „nawozu” po raz kolejny. Stare chwyty nie działały za drugim razem, należało więc przestudiować poprzedni spisek i wyciągnąć z niego wnioski, aby utworzyć kolejny. W tym celu wyprodukowano kroniki, lustra i wszelkie „pomniki” mające upamiętniać dokonania poprzedników w tej dziedzinie. Sama strona zaczęła stawać się niejako portalem społecznościowym, a nie encyklopedią humoru. Ludzie wchodzili na ozety nie po to, aby sprawdzić nowe artykuły, ale po to, by dowiedzieć się, co ktoś napisał na Porum. Timeline pełen PUA i OUA tylko potwierdzał dokonania spiskowców, zachęcając kolejnych do powtórzenia ich wyczynów.

Posada administratora jako nagroda[edytuj]

Oprócz nielicznej i dość wąskiej grupy trzymającej władzę, strona była odwiedzana przez całą rzeszę zwykłych, przeciętnych osób, zajmujących się właściwą robotą. A jak wiadomo, odgrzewane kotlety stawały się nudne, więc wciąganie kolejnych osób w taką grę miało coraz wyższy priorytet. Z tego powodu, jeśli ktoś „pisał ładnie i składnie”, to w dość krótkim czasie otrzymywał wyższy stołek (przypominający rozgrzaną patelnię, której temperatura rosła wprost proporcjonalnie do otrzymywanych uprawnień). Zwykle efekt okazywał się odwrotny do zamierzonego, ponieważ wtedy tacy ludzie częściej zajmowali się spiskowaniem (lub tępieniem spisków, w zależności od strony, którą trzymali), a coraz mniej czasu poświęcali na redakcję.

Staż wyznacznikiem statusu społecznego[edytuj]

Im bardziej zaprawiony w bojach nonsensopedysta, tym większa szansa, że pozostanie tutaj na dłużej. Umiejętność pracy z innymi ludźmi i kontakt ze społecznością stały się fundamentem, na którym można budować swoją tożsamość. Im więcej spisków ktoś przeżył, tym większa szansa na „zapuszczenie korzeni”. Dlatego kolejne spiski stały się wręcz „cenniejsze od złota” i nie stanowiły jedynie waluty. Od tej pory liczba udaremnionych spisków musiała stale rosnąć. W przeciwnym razie tacy ludzie musieliby wrócić do żmudnego i nudnego pisania artykułów, ale przecież łatwiej skłonić kogoś do napisania artykułu (choćby tak marnego, jak ten, jak również aktualnie czytany twór) niż samodzielnie zmierzyć się z problemem.

Zatem co proponujesz?[edytuj]

Nic. Pozostaje jedynie „robić swoje” i nie przejmować się tymi głupotami. Najlepszą metodą na tępienie spisków jest ich ignorowanie. Tylko wtedy kartą przetargową staną się znów zwykłe artykuły, a nie spiski. Chociaż prawdą jest, że sytuacja jest już tak beznadziejna, iż jedynym sposobem jest mówienie rzeczy wprost, bo wszyscy znajdujemy się na równi pochyłej, Nonsensopedia upada, a humor pisany przegrywa ze śmiesznymi obrazkami. Bo tak.