NonŹródła:Dowcipy o Stirlitzu

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Z kogo/czego chcesz dzisiaj zrywać boki?



edytuj ten szablon

Dowcipy o Stirlitzu, bohaterze powieści Juliana Siemonowa Siedemnaście mgnień wiosny oraz serialu telewizyjnego pod tym samym tytułem.

Stirlitz wie, że...

– Jesteś impotentem! – powiedziała Kathe do Stirlitza.
– No, nareszcie powiadomili mnie o awansie – pomyślał Stirlitz.

Rozkaz z centrali nie dotarł do Stirlitza. Stirlitz przeczytał rozkaz jeszcze raz, ale i tym razem rozkaz do niego nie dotarł.

– Stirlitz, ile jest dwa razy dwa? – zapytał Müller.
Stirlitz wiedział, wiedział również, że Müller też wie, ale nie wiedział, czy Centrala wiedziała, więc musiał milczeć.

Stirlitz otworzył drzwi od łazienki. Nagle zapaliło się światło.
– To zasadzka! – pomyślał Stirlitz.
Nie wiedział, że omyłkowo otworzył lodówkę.

Stirlitz wiedział, że prawdziwy Führer siedzi na Kremlu.

Stirlitzowi wpadło coś do głowy.
– Widocznie za dużo wiedziałem – pomyślał Stirlitz.
Tym czymś był pocisk z naganta.

Stirlitz sentymentalny

– Barbara! Zaparz mi kawy! – powiedział Stirlitz do młodej SS-manki eskortującej Kathe.
– Nie ma kawy, może być mocna herbata? – zapytała Barbara.
– Nasi coraz bliżej – pomyślał Stirlitz.

– Beria! Czy Stirlitz ma dzieci? – zapytał Stalin.
– Nie ma, towarzyszu Stalin – odpowiedział Beria.
– Lepiej, żeby miał. To go będzie mocniej wiązać z ojczyzną. Zajmijcie się tym, Beria. Zróbcie coś – powiedział Stalin.

Czytając kolorowy tygodnik, Stirlitz zobaczył na rozkładówce zdjęcie półnagiej dziewczyny. Podpis brzmiał „Miss Niemiec '44”.
– Dojrzała kobieta, ale jeszcze całkiem całkiem z tymi 44 latami – pomyślał Stirlitz.

– Gratulujemy urodzenia syna – przeczytał Stirlitz zaszyfrowaną depeszę.
Rozczulił się. Przecież już siedem lat mija, jak opuścił ojczyznę...

Książę Andriej Bołkonskij poprosił Nataszę Rostową do walca. Odpowiedziała:
– Przebierz się najpierw, Tichonow. Masz na sobie mundur Stirlitza!

Podczas pobytu w Niemczech Stirlitz tęsknił za radzieckimi gazetami. Ach, Prawda, Izwiestia, artykuły o wykonaniu planu, relacje z plenów, ach... Ale wziął się w garść, wstał z muszli i sięgnął po znienawidzony niemiecki papier toaletowy.

Stirlitz grał na fortepianie z panną Gabi na cztery ręce.
– Ech, gdybym umiał grać tak jak freiter Kania! – rozmarzył się Stirlitz.

Stirlitz miał od dawna wyrobiony nawyk siedzenia w kawiarni Elephant i czekania na podejście kelnera. Ten nawyk wyrobili w nim kelnerzy.

Stirlitz pozostawił w Rosji żonę, ale pisuje do niej listy. Na wszelki wypadek pisze lewą ręką i po francusku. Na wszelki wypadek ich nie wysyła.

Stirlitz wychodzi ze swojego tajnego lokalu. Nagle wazon z kwiatami spada z parapetu i rozbija Stirlitzowi głowę. To znak, że żona powiła syna. Stirlitz ukradkiem ociera ojcowskie łzy. Tęskni. Od siedmiu lat nie był w domu.

Stirlitz a kwestia żydowska

Stirlitz przeprowadza błyskotliwe rozumowanie

– Stirlitz, jesteście Żyd! – stwierdził nagle Müller.
– No co wy, ja ruski[1] – odparł Stirlitz.
– A ja niemiecki – przyznał się Müller.

– Stirlitz, jesteście Żydem! – stwierdził nagle Müller, gdy standartenführer opuszczał jego gabinet.
– No coś pan, jestem uczciwym Rosjaninem – dumnie odparł Stirlitz.

Stirlitz nie wylewa za kołnierz

Stirlitz był pijany. Siedział przy stole w radzieckim mundurze, w spiczastej czapce „budionnówce” i w ciepłych walonkach. Na stole stała butelka wódki, leżał kawał słoniny i kiszone ogórki. Stirlitz śpiewał rosyjskie pieśni. Naprzeciwko, z opuszczoną głową, siedział Müller i w zamyśleniu spoglądał na Stirlitza. Tego dnia Stirlitz był tak bliski dekonspiracji, jak jeszcze nigdy przedtem...

Stirlitz jedzie kuszetką na środkowej leżance. Nagle drzwi się otwierają i do przedziału próbuje wejść Müller. Pociąg hamuje tak gwałtownie, że Müller ryje nosem prosto w nogi Stirlitza.
– Stirlitz, powiedz mi, mój drogi kolego, wymieniasz ty czasem skarpetki?
– Tak, na wódkę – zainteresował się Stirlitz.

Stirlitz na popijawie u Müllera mocno przeholował. Następnego dnia, żeby rozwiać wątpliwości, wchodzi do gabinetu Müllera i pyta:
– Słuchajcie, czy domyśliliście się po wczorajszym, że jestem sowieckim agentem?
– Nie – przyznał Müller.
Stirlitz odetchnął z ulgą.

Stirlitz od dwóch dni nie pojawiał się w pracy. Gestapowcy, wysłani na poszukiwania, odnaleźli go w jego willi, nieprzytomnego, leżącego na podłodze pośród pustych butelek po wódce. Na stoliku obok lampy leżał szyfrogram:
– Zadanie wykonane, możecie się zrelaksować.

Stirlitz podniósł głowę z kałuży i zobaczył ludzi w szarych uniformach.
– Jeśli to Niemcy, to powiem, że jestem Stirlitz, jeśli to nasi, to powiem Isajew – pomyślał szybko.
Patrol milicji podszedł bliżej.
– Patrzcie, ten znany aktor Tichonow znowu schlał się jak świnia. No dobra, nie przeszkadzajmy, niech sobie spokojnie leży.

Stirlitz, wychodząc z baru, poczuł silne uderzenie w potylicę. Szybko odwrócił się – to był asfalt.

Stirlitz wyszedł z piwiarni, upadł twarzą w błoto i zasnął. Za 15 minut obudzi się, wstanie i znowu zacznie ciężko pracować – da o sobie znać latami wypracowywany refleks.

Stirlitz z trudem otworzył oczy i pomyślał:
– Jeżeli jestem u nich, to się nazywam Standartenführer Stirlitz, a jeżeli u nas, to pułkownik Isajew...
Rozmyślania przerwał mu pochodzący jakby z niebytu głos:
– Ależ wczoraj popiliście, towarzyszu Tichonow[2]...

Upiwszy się u Schellenberga Stirlitz uderzył twarzą o drewniany blat stołu.
– Jednak bardziej przywykłem do bruku – pomyślał Stirlitz.

Stirliz to przebiegły lis

Berlin. Kancelaria Rzeszy. Wchodzi Himmler do sekretariatu, łapie sekretarkę za dłoń. Ona się cała rozpływa w skowronkach.
– Jutro złapię panią za coś innego!
Wychodzi. Nazajutrz wchodząc do sekretariatu łapie ją za pierś.
– Jutro złapię panią za coś innego!
Wychodzi. Następnego dnia Himmler wchodzi do sekretariatu. Na biurku leży kartka:
– Za chuja mnie nie złapiesz. Isajew.

Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz je przechytrzył. Uciekł wejściem.

Himmler wzywa jednego ze współpracowników:
– Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową...
– 45.
– A czemu nie 54?
– Bo 45!
Himmler zapisuje w aktach „charakter nordycki” i wzywa następnego:
– Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową.
– 28.
– A czemu nie 82?
– Może być i 82, ale lepsza jest 28.
Himmler zapisuje w aktach „charakter bliski nordyckiemu” i wzywa kolejnego:
– Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową.
– 33.
– A czemu nie... a, to wy, Stirlitz.

Idąc ulicami Berna Stirlitz zauważył, jak bezdomny pies podniósł nogę. Była to noga profesora Pleischnera.

– Jak wy się naprawdę nazywacie?
– Tichonow – odpowiedział Stirlitz.
– A wy?
– Broniewoj.
– No, Müller, wkopaliście się!

Müller wiedział, że Rosjanie, zamieszawszy cukier, zostawiają łyżkę w szklance z herbatą. Chcąc sprawdzić Stirlitza, zaprosił go do siebie na herbatę. Stirlitz wsypał cukier do szklanki, zamieszał go, wyjął łyżeczkę, położył ją na spodeczku, po czym pokazał Müllerowi język.

Müller wrócił do swojego gabinetu i zastał Stirlitza klęczącego przed sejfem.
– Co pan tu robi? – zapytał go Müller.
– Czekam na tramwaj – odparł Stirlitz.
– Aha – stwierdził Müller i wyszedł z gabinetu.
– Jak tramwaj może przejeżdżać przez mój pokój? – zaczął zastanawiać się Müller i szybko ruszył z powrotem, ale Strirlitza już tam nie było.
– Musiał już odjechać – pomyślał Müller.

– Nie pij tyle koniaku, Holtoff, to nie będzie cię bolał łeb - powiedział Müller.

– No, Stirlitz, przeprowadziłem ocenę przydatności moich podwładnych i podjąłem decyzje kadrowe – powiedział Kaltenbrunner. – Pójdziecie do Dachau! Nie bójcie się. Na komendanta pójdziecie.

Po całodziennym dniu ciężkiej służby dla dwóch konkurencyjnych tajnych służb zmęczony Stirlitz wrócił do domu. Usiadł w fotelu i położył głowę na stole. Była to głowa Holtoffa.

Pod dom Stirlitza podjechał samochód, z którego wyskoczyło trzech gestapowców i zaczęło głośno dobijać się do drzwi.
– Nikogo nie ma w domu – zawołał do nich z okna Stirlitz.
Gestapowcy wsiedli do samochodu i odjechali. W ten sposób Stirlitz wodził za nos Gestapo już piąty miesiąc.

Pukanie do drzwi mieszkania Stirlitza. Stirlitz przez judasza widzi gestapowców. Mówi „Stirlitza nie ma w domu” i gestapo sobie poszło.

Stirlitz często wywoływał wspomnienia. Miał przecież fotograficzną pamięć.

Stirlitz dostał rozkaz zlikwidowania Hitlera. Skonstruował bombę zgodnie z wytycznymi nadanymi z Centrali przez Radio Berlin i poszedł do Kancelarii Rzeszy. Wszedł do gabinetu Hitlera i już miał położyć na jego biurku bombę, kiedy spostrzegł, że Hitler śpi.
– Jeszcze się obudzi – pomyślał Stirlitz i wyszedł.

Stirlitz i Kathe spacerują po parku. Nagle padają strzały. Kathe pada. Krew tryska. Stirlitz, polegając na swym instynkcie, momentalnie zaczyna coś podejrzewać.

Stirlitz kopnięciem otworzył drzwi i na palcach, cichutko, zbliżył się do czytającego gazetę Müllera.

Stirlitz mozolnie czołgał się plackiem środkiem szerokiej arterii miejskiej. U góry, na przewodach tramwajowych, siedział Müller i udawał, że czyta gazetę...

Stirlitz nie lubił uczestnictwa w masowych egzekucjach. Ale nie wypadało odmówić, gdy koledzy zapraszają na imprezę.

– Stirlitz, powiedzcie proszę...
– Proszę – odpowiedział Stirlitz, chcąc szybko udzielić odpowiedzi.

Stirlitz twardo obstawał przy swoim. Tak, jak na początku rozmowy doradził mu Müller.

Stirlitz wszedł do gabinetu Müllera i spytał:
– Herr Müller, czy chciałby pan pracować jako agent radzieckiego wywiadu? Dobrze płacą.
Müller zszokowany, podrywa się ze złością, potem przypatruje się podejrzliwie Stirlitzowi. Stirlitz zaczyna wychodzić, ale zatrzymuje się i pyta:
– Gruppenführer, czy ma pan aspirynę?
Stirlitz wiedział, że ludzie zawsze pamiętają tylko koniec konwersacji.

Stirlitz z Pleischnerem szli ulicą i omawiali plan przyszłej operacji. Nagle padł strzał i Pleischner z jękiem osunął się na ziemię. Stirlitz obejrzał się w jedną stronę – nikogo, potem w drugą – też nikogo.
– Pewnie mi się wydawało – pomyślał.

Stirlitz zbliżył się do Aleksanderplatz i żeby nie zwracać na siebie uwagi, plackiem przeczołgał się w poprzek placu.

Szybkościomierz samochodu Bormanna pokazywał 120 km/h. Obok szedł Stirlitz, udając, że nigdzie się nie śpieszy.

W nocy pukanie do drzwi mieszkania Stirlitza.
– Kto tam?
– Gestapo. Przysłał nas Müller. Musimy pogadać.
– A ilu was jest?
– Trzech.
– To pogadajcie między sobą, a mnie dajcie spokój!

Wytrzeźwiawszy, Stirlitz energicznie uniósł głowę. Była to głowa Holtoffa.

– Zwariowaliście, Holtoff? Dlaczego chodzicie w hełmie po biurowcu RSHA? - spytał Müller.
– Melduję, Gruppenführer, że Stirlitz zaprosił mnie na koniak.

Stirlitz – bohater

– Brigadeführer, poproszę o tydzień urlopu. Chciałbym odwiedzić rodzinę pod Riazaniem - powiedział Stirlitz do Schellenberga.
– Zwariowaliście? Jest wojna. Nikt nie dostaje urlopu. Sam od kilku lat nie byłem na urlopie - odpowiedział Schellenberg.
– To zawieszenie broni na froncie zachodnim możesz sobie narysować, frajerze! – pomyślał Stirlitz.

– Jak natychmiast nie powiesz, co wiesz, to założymy ci na łeb onucę radzieckiego oficera! – zagroził Müller.
Stirlitz tylko się uśmiechnął, ta tortura była mu niestraszna. A poczucie bliskości Ojczyzny jeszcze bardziej dodawało mu sił.

Każdy agent wpada. Stirlitz znalazł swój koniec w katowni Gestapo.
– Widocznie torturowali tutaj także Kathe – pomyślał Stirlitz.

– Mam dla was, Stirlitz, dwie wiadomości. Jedną dobrą, a drugą złą. Od której zacząć? – powiedział Müller.
– Od dobrej – powiedział Stirlitz.
– Radiotelegrafistka Kathe wszystko wyśpiewała!
– A ta zła?
– Nie nam, ale twojej żonie.

Nowy Rok 1945. Prezydent Roosevelt wysyła telegram do Stalina: „Obyśmy w tym roku wypieprzyli Niemców!”
Stalin odpisał: „Nasz berliński agent już zaliczył Evę Braun.”

– Panie Stirlitz! Kiełbasę je się nożem i widelcem, a nie ręką – powiedział pastor Schlag do Stirlitza w czasie rozmowy w restauracji.
Ale Stirlitz wiedział, że radziecki wywiadowca musi być sobą i nie może ulegać sugestiom.

Po wojnie Stirlitz napisał podanie o przyjęcie do partii: „Proszę o przyjęcie mnie do KP[3]. Urzędnik go opieprza:
– Moglibyście chociaż napisać pełny skrót nazwy partii: KPSS[4]!
– Nie ma potrzeby. SS mam odsłużone!

Podczas tankowania samochodu na stacji benzynowej, Stirlitzowi zachciało się zapalić. Włożył do ust papierosa i już miał przypalić, kiedy nagle usłyszał głos policjanta:
– Zwariowałeś, człowieku? Chcesz nas wszystkich puścić z dymem, idioto?
To wtedy Stirlitz znienawidził reżim i stał się antyfaszystą.

Podczas uroczystej akademii w dniu urodzin Hitlera dostarczono Stirlitzowi na salę depeszę.
– Stirlitz, jesteście zwykła dupa! – mogły odczytać zbyt ciekawe oczy.
Ale tylko Stirlitz wiedział, że właśnie tego dnia otrzymał tytuł Bohatera Związku Radzieckiego.

Przemęczony pracą wywiadowczą Stirlitz miał koszmary senne. Śniło mu się, że w nocy Müller go gwałci. Ale tylko Müller wiedział, że to nie był sen.

Stirlitz energicznie wtargnął do gabinetu Hitlera.
– Czego chcesz? – zapytał Hitler.
– Ciebie! Tylko ciebie! – krzyknął Stirlitz.
– To ty też? – spytał Hitler, po czym przeczesał grzywkę, przygładził wąsik i rozpiął spodnie.

Stirlitz wchodzi do stołówki SS w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy. Stoi tam już duża kolejka przed okienkiem wydającym posiłki. Nasz bohater bezceremonialne wpycha się na jej czoło i zamawia obiad. Oczywiście słychać liczne protesty SS–manów. Na to Stirlitz pewnie odpowiada:
– Przecież bohaterowie Związku Radzieckiego obsługiwani są poza kolejnością!

Stirlitz zmiął papier, wrzucił do muszli i spuścił wodę. Meldunek dotarł do Centrali supertajnym kanałem.

– Trzeba poważnie zastanowić się, co będzie po wojnie – powiedział Müller. – Himmler jest zgrany, może warto trzymać z Bormannem? – dodał.
– Jesteś dobry chłop, Müller – powiedział Stirlitz. – Załatwię ci robotę w StaSi.

Stirlitz bliski wpadki

– Czy możecie wyjaśnić, Stirlitz, dlaczego wasz służbowy adres stirlitz@rsha.gov.de ma aliasa justas@gru.su?

Do gabinetu Bormanna wchodzi nieznajomy. Staje przed biurkiem i patrząc prosto w oczy Bormanna, wykonuje dziwne gesty. W końcu mówi:
Słonie idą na północ, a wołki zbożowe podążają ich śladem.
Bormann patrzy na przybysza z wyraźnym niesmakiem.
– Gabinet Stirlitza jest piętro wyżej – odpowiada.

Gdy Stirlitz był u Müllera w gabinecie, ten nagle krzyknął:
– Stirlitz, ty masz czerwone majtki!
– Jak wie, że mam czerwone majtki, to wie, że jestem komunistą – pomyślał Stirlitz.
– Tak, jestem komunistą!
– Co ty mi tu pieprzysz, Stirlitz? Zapnij lepiej rozporek! – powiedział Müller.

Gdy Stirlitz szedł korytarzem, oczom jego ukazało się ogłoszenie o czynie społecznym.
– Wpadłem – pomyślał.
Skierował się do gabinetu Müllera.
– Gratuluję poczucia humoru – powiedział.
– Tak, jestem agentem sowieckim!
– Dobra, dobra, Stirlitz... Odmaszerować!
Po chwili Müller wykręcił numer Kaltenbrunerra:
– Czego to nie wymyśli nasz poczciwy Stirlitz, – rzekł ze śmiechem – żeby się wykręcić od roboty...

– Gdzie pan się tak dobrze nauczył prowadzić samochód, Stirlitz? – spytał Müller.
– Na kursach NKWD – odpowiedział Stirlitz. – Chyba nie powiedziałem nic tajnego – pomyślał.

Himmler pyta Kaltenbrunnera:
– Skąd się wzięła ta wielka szafa koło wejścia do mojego gabinetu? I dlaczego w nocy wybudowano podstację transformatorową tuż koło gmachu RSHA?
– Obawiam się, że to Stirlitz zainstalował radziecką aparaturę podsłuchową.

Idąc korytarzem gmachu RSHA Stirlitz zauważył Kathe, jak niosła walizkę, eskortowana przez strażników z SS.
– Chyba mam sklerozę, – pomyślał Stirlitz – przecież nie dałem jej urlopu.

Kaltenbrunner beszta Stirlitza:
– Przecież wiecie, Stirlitz, że na parking przed RSHA nie wolno wjeżdżać samochodem z przyczepą. Przeszukaliśmy waszą przyczepę, tam było pełno akumulatorów. Po co to wam?
– To do mojej najnowszej radzieckiej radiostacji.
– Nie wolno gadać przez komórkę podczas jazdy! Zamontujcie sobie zestaw głośnomówiący.
– Ot, głupek! – pomyślał Stirlitz. – Gdzie ja zamontuję taki zestaw? Na dachu?

Müller postawił przed Stirlitzem 10 litrów wódki.
– Wpadłem – pomyślał Stirlitz.

Müller sprężystym krokiem wkroczył do gabinetu Stirlitza. Od razu rzucił mu się w oczy ogromny stos pustych butelek po mocnych alkoholach. Na łożu, w towarzystwie trzech śpiących kobiet, leżał pijany Stirlitz. Müller podszedł do stołu. Tam w kałużach rozlanej wódki, zmieszanej z popiołem od papierosów, leżała depesza w języku rosyjskim:
– Zadanie wykonane! Spocznij!
– Spóźniłem się – pomyślał Müller.

Misie powróciły do domu.
– Ktoś zjadł kaszę z mojej miseczki – powiedział Tata Miś.
– Ktoś siedział na moim krzesełku – rzekła Mama Miś.
– Ktoś śpi w moim łóżeczku! – krzyknął Mały Miś.
– Co za idiota znowu pomylił miejsce zrzutu? – gorączkowo myślał w tym samym czasie Stirlitz, zasłaniając się kołdrą.

– No i co, Stirlitz? Poznajecie te rękawiczki? – triumfalnie spytał Müller.
Stirlitz poznał rękawiczki. Poznałby je natychmiast spośród tysięcy innych. Były zrobione ze skóry zdartej z pastora Schlaga.

Podczas przesłuchania przez Müllera Stirlitz był zmuszony twardo postawić na swoim. Tak, Gestapo codziennie wymyślało nowe sposoby wymuszania zeznań.

SS-mani poszli się kąpać. Stirlitz zdejmuje mundur, a pod mundurem ma czerwony podkoszulek z sierpem i młotem. Müller pyta:
– Skąd macie taką koszulkę, Stirlitz?
– A, to żona podarowała mi w Dzień Armii Czerwonej – odpowiedział Stirlitz i pomyślał:
– Czy aby nie powiedziałem za dużo?

Stirlitz chodził przez cały dzień z rozpiętym rozporkiem, z którego wystawały czerwone gacie. W ten oto sposób Stirlitz obchodził święto 1 maja.

– Stirlitz, jakiego koloru mam majtki? – spytał Müller.
– Czerwone w białe grochy.
– Wpadliście Stirlitz, o tym wiedziała tylko rosyjska pianistka!
– Proszę zapiąć rozporek, szefie, inaczej będą o tym wiedzieć wszyscy.

Stirlitz szedł przez Reichstag pijany w trzy dupy i w rozchełstanym mundurze. Dziś, 23 lutego, w dniu Armii Radzieckiej, chciał wyglądać jak prawdziwy radziecki oficer.

Stirlitz szedł ulicami Berlina, coś jednak zdradzało w nim szpiega: może czapka-uszatka, może przypięty do piersi rosyjski order, a może ciągnący się za nim spadochron?

Stirlitz szedł ulicami Berlina w radzieckim mundurze. Obok przemknęli SS-mani na motocyklach.
Rockersi – pomyślał Stirlitz.
– Jakiś punk – pomyśleli motocykliści.

Stirlitz szedł ulicą, kiedy z tyłu rozległy się strzały i tupot podkutych butów.
– To koniec – pomyślał Stirlitz, wkładając rękę do prawej kieszeni spodni.
Tak, to był koniec. Pistolet nosił w lewej.

Stirlitz wolnym krokiem zbliżył się do lokalu kontaktowego. Zapukał umówione 127 razy. Nikt nie otworzył. Po namyśle wyszedł na ulicę i spojrzał w okno. Tak, nie mylił się. Na parapecie stały 63 żelazka – znak wpadki.

Stirlitza przesłuchuje gestapo. Zadali mu pytanie, na które nie znał odpowiedzi. Pobili go i wrzucili do celi. Stirlitz siedzi i się modli:
– Panie Boże, spraw, żebym wiedział, o co pytają. Bo inaczej mnie zabiją!

Tajna narada w Kancelarii Rzeszy. Nad mapą pochylają się Hitler, Himmler i reszta zgrai. Nagle do pomieszczenia wchodzi Stirlitz. Wyjmuje miniaturowy rosyjski aparat szpiegowski wielkości cegły, ważący 12 kg, i z wysiłkiem zaczyna fotografować wszystkie tajne plany. Potem kładzie na stole 2 pomarańcze i wychodzi.
– Kto to jest?! – syczy Hitler.
– Eee... to Stilritz. Ten piekielny rosyjski szpieg – mruczy Himmler.
– Czemu go nie aresztujesz?
– Nie ma sensu – wzdycha Himmler. – I tak się wykręci. Powie, że przyniósł pomarańcze.

Telegram: „Stirlitz, jeśli nie zapłacicie za energię elektryczną, wyłączymy wam radiostację.”

W dniu Święta Majowego Stirlitz założył czapkę czerwonoarmisty, chwycił czerwony sztandar i przemaszerował się po korytarzach Biura Bezpieczeństwa Rzeszy, śpiewając „Międzynarodówkę” i inne rewolucyjne pieśni. Jeszcze nigdy nie był tak blisko wpadki.

– W kancelarii Rzeszy pojawił się sowiecki szpieg – stwierdził Himmler, głęboko wpatrując się w oczy Müllera.
– Wiem, to Stirlitz – odpowiedział Müller z zimna krwią.
– Dlaczego go wiec nie aresztujesz?!
– Nie ma sensu. I tak się wykręci.

– Wy się, Stirlitz, jeszcze doigracie przez te odciski palców! - gniewnie rzekł Müller.
– Jakie odciski, Gruppenführer? Te na szklance, na telefonie czy na walizce z radiostacją?
– Nie w tym rzecz. Pożyczyłem wam kilka DVD z pornolami, a wy oddaliście tak pobrudzone paluchami, że mój odtwarzacz ich nie czyta!

– Wpadliście, Stirlitz – rzekł Müller. – Pański paszport śmierdzi rosyjską wódką.
– Nie wiem dlaczego... Może gdy Kaltenbrunner stawiał pieczątkę, zbyt głęboko oddychał?

Stirlitz i towarzysze broni

Bormann wsiadł do Mercedesa prowadzonego przez Stirlitza. Stirlitz dał gazu. Borman ścisnął nos i wyskoczył z Mercedesa.

– Gdzie jest ten cholerny cyjanek?! – zaklął profesor Pleischner zjadłszy już trzecią paczkę papierosów.

– Heil Hitler! – pozdrowił Stirlitz Bormanna.
– Nie przesadzajcie, Isajew! – warknął Bormann.

Krzyk rodzącej Kathe było słychać na cały Berlin.
– Nena śpiewa „99 balonów” – pomyślał Stirlitz.

Po rondzie, prowadząc samochód z kierownicą po prawej stronie, przejechał pod prąd Stirlitz.
Przechodzący obok Kaltenbrunner rzekł do Muellera:
– Ech, ten nasz Stirlitz... Znowu lansuje się na brytyjskiego szpiega.

Profesor Pleischner wyskoczył z okna tuż pod koła nadjeżdżającego rowerzysty. Rozgniewany rowerzysta tak mu przyłożył pompką, że aż ampułka z cyjankiem się rozbiła.

Przybywszy do kawiarni Elefant Stirlitz zamówił wódkę. Zabrakło. No to koniak. Też zabrakło. To samo było z piwem i innymi napojami wyskokowymi. Ta informacja ostatecznie przekonała Stirlitza, że radziecki łącznik z Centrali czeka od dawna.

Reżyser do Jewgienija Jewstigniejewa[5] podczas kręcenia filmu:
– Energiczniej rozgryź tę ampułkę! Powtarzamy ujęcie! Rekwizytor! Podać nową ampułkę z cyjankiem! I skok z większym zamachem!

Spacerując ulicami Berna Stirlitz natknął się na szczątki profesora Pleischnera.
– Złapali go i się rozpruł – pomyślał Stirlitz.

Spacerując ulicami Berna Stirlitz zauważył, jak bezdomny pies podniósł nogę. Była to noga profesora Pleischnera.

Stirlitz codziennie po powrocie do domu miał zwyczaj, upewniwszy się, że jest sam, otwierać drzwiczki ukrytego za obrazem sejfu, z którego wyciągał harmonię i butelkę wódki. Nalewał szklankę, wypijał i pięć minut grał na harmonii. Potem odkładał wszystko na miejsce i zamykał sejf. Tego wieczora jednak sejf był pusty. Po chwili wahania Stirlitz wykręcił numer Müllera.
– Wy, Stirlitz? – raczej dla formalności spytał Müller. – Pewnie telefonujecie w sprawie harmonii i wódki?
– Tak.
– Nic z tego! Nie tylko wy tęsknicie za ojczyzną...

Stirlitz dzwoni do Schellenberga i melduje:
– Parteigenosse Schellenberg, w tajnym sejfie Bormanna odkryłem dwie butelki Stolicznej.
– A co wy, Isajew, myślicie, że tylko wy tęsknicie za ojczyzną?

Stirlitz spacerował po mieście w czapce uszatce, rosyjskim mundurze, z 10 litrami wódki śpiewając Międzynarodówkę. Spotyka go Bornman i pyta się Stirlitza:
– Czy ty przypadkiem nie jesteś szpiegiem?
– Nie – odpowiedział Stirlitz.
– Aha.

Stirlitz spacerował po lesie. Podszedł do rozłożystego dębu i zerwawszy z niego największą kwitnącą gałązkę, złupał z niej korę. Było niestety za późno. Wysłany przez Centralę nowy radiotelegrafista Siergiej już nie oddychał...

– Stirlitz to sowiecki agent – rzekł Müller do Schellenberga.
– Musimy go zdemaskować. Jak wejdzie, proszę go uderzyć polanem w głowę. Jeśli jest Rosjaninem, zaraz się wygada.
Po chwili wszystko przebiegło według zaplanowanego scenariusza:
– Ach, j... twoju mat! – zaklął Stirlitz.
– Ubit! – rozkazał Müller.
– Ciszej, towarzysze – syknął Schellenberg – Niemcy dokoła!

Stirlitz usłyszał pukanie do drzwi. Otworzył je. Za drzwiami stał kotek.
– Chcesz mleczka, głuptasku? – spytał czule Stirlitz.
– Sam jesteś głupi! Jestem z Centrali – odrzekł kotek.

W kawiarni Elefant Stirlitz miał się spotkać z łącznikiem. Nie ustalono niestety żadnego znaku rozpoznawczego. Na szczęście łącznikowi zwisały spod marynarki szelki spadochronu.

Stirlitz i znani

Himmler capnął Stirlitza podczas robienia zdjęć planom wojennym.
– Stirlitz, wiem że jesteście Rosjaninem...
– Wcale nie! To Bormann wymyślił, oszust jeden, bliadź, sabaka w paszczu jebana, job w żopu jewo mać!
I w ten sposób, przez Bormanna, o mało nie doszło do dekonspiracji Isajewa.

Hitler dzwoni do Stalina:
– Czy wasi ludzie nie brali z mojego sejfu tajnych dokumentów?
– Zaraz to wyjaśnię – odparł generalissimus i zadzwonił do Stirlitza:
– Isajew, braliście z sejfu Hitlera tajne dokumenty?
– Tak jest, towarzyszu Stalin.
– Odłóżcie je tam natychmiast! Ludzie się denerwują!

Kto to jest? Rosjanin i szpieg. Dobrze mówi po niemiecku, służy w Niemczech dla ZSRR, dostaje radzieckie medale. Najbardziej ceni sobie niemieckie limuzyny. Wysportowany, twardziel. Podarował jednemu facetowi narty, ale ten nie umiał na nich jeździć. Kto to taki? Stirlitz? Nie, Putin.

Kwiecień 1945 roku. Klęska Niemiec widoczna jak na dłoni... Hitler włóczy się po Kancelarii Rzeszy i wszędzie widzi ten sam obrazek: oficerowie chleją na umór i nikt nie zwraca uwagi nawet na swojego führera. Ale zachodząc w jeden z korytarzy napotyka Stirlitza, który siedzi za stołem i pracuje. Spostrzegłszy głowę III Rzeszy, Stirlitz pręży się, zamaszyście wyciąga rękę i wykrzykuje:
– Heil Hitler!
W odpowiedzi Hitler zmęczonym głosem odpowiada:
– Maksymie Maksymowiczu, chociaż ty jeden nie robiłbyś sobie ze mnie jaj...

Po wojnie porucznik Hans Kloss spotyka się ze swoim byłym szefem, sturmbannführerem Stirlitzem, wspominają dawnych towarzyszy broni:
– A co tam u Richarda Sorge, szefie? – zapytał Kloss.
– Niestety, zginął. Nie wrócił z Centrali w Moskwie – ze smutkiem odparł Stirlitz.

Stirlitz i Kloss uciekają przed Niemcami. Wpadają w ciemną uliczkę, z której nie ma wyjścia. Kloss zdążył się schować do śmietnika, a Stirlitza złapali Niemcy. Kiedy go prowadzili i przechodzili obok śmietnika, Stirlitz kopnął śmietnik i powiedział:
– Kloss, wyłaź. Już po wszystkim. Złapali nas!

– Zobaczycie, Stirlitz, że niedługo będziemy w Moskwie świętować zwycięstwo! – powiedział Himmler.
– Czyżby był pan kibicem Bayernu, Reichsführer? – zapytał Stirlitz.

Stirlitz po wojnie

Ronald Reagan i Leonid Breżniew postanowili zamienić się sekretarkami. Po pewnym czasie była sekretarka Reagana pisze do Stanów:
– Ludzie tutaj są bardzo mili, tacy uczynni i gościnni... Jednego tylko nie rozumiem – nie wiedzieć czemu mojemu szefowi nie spodobała się moja nowa minispódniczka. Musiałam ją w końcu przedłużyć. Rachel.
Była sekretarka Breżniewa pisze:
– Bardzo mi się tu podoba, wszyscy dookoła cały czas się uśmiechają i są tacy przyjacielscy. Jedno mnie tylko lekko niepokoi: szef tak bardzo kazał skrócić mi moją sukienkę, że czasem boję się, że mogą spod niej wyłazić jajca. Stirlitz.

Stirlitz jest już w Rosji, pije piwo pod kioskiem i krzywi się do sąsiada:
– Rozwodnione.
A sąsiad na to:
– Trzeba było gorzej szpiegować, pilibyśmy Heinekena.

Stirlitz wiedział, że wojna już się skończyła, tylko nie wiedział jeszcze – gdzie.

Stirlitz wstąpił do berlińskiej pizzerii. Zobaczył reklamę „Danie dnia – polski bigos po 10 euro”.
– Ta europejska integracja jednak działa – pomyślał Stirlitz.

Stirlitz i pieriestrojka

Borys Jelcyn ogłosił swój impachement – tego rodzaju męta Stirlitz nie znał.

Do zdemolowanego gabinetu wchodzą Stirlitz i Gorbaczow.
– Wandale – pomyślał Gorbaczow.
– Pierestrojka – pomyślał Stirlitz.

Rankiem przychodząc do biura RSHA, Stirlitz zobaczył na drzwiach swego pokoju napis „Justas – agent radziecki”.
– Chyba przesadzają z tą głasnością – pomyślał Stirlitz.

Stirlitz chciał bardzo dużo powiedzieć, ale Chasbułatow[6] nie dał mu dojść do głosu.

– Stirlitz, w jakiej walucie wypłacają Panu honorarium? – spytał Müller.
– W kuponach – Stirlitz dobrze wiedział, że kurs na Ukrainie już się stabilizuje, podczas gdy w Moskwie dalej trwa kryzys władzy.

W ostatnich latach praca stała się piętnaście razy bardziej skomplikowana. Przecież Związek Radziecki rozpadł się na niezależne państwa...

Stirlitz i kalambury[7]

Stirlitz migiem uciekł przez okno. MiG szybko nabrał wysokości i skrył się w chmurach.

Stirlitz obudził się koło drugiej.
– Pierwsza też była niezła – pomyślał.

Stirlitz posłał Müllera do diabła. Następnego dnia diabła odwiedziło Gestapo.

Stirlitz spacerował po dachu kancelarii Rzeszy. Nagle poślizgnął się, upadł i tylko cudem zahaczył o wystający gzyms, unikając upadku z dużej wysokości. Następnego dnia cud znacznie posiniał i obrzękł.

Stirlitz strzelił Müllerowi z pistoletu prosto w łeb. Kula jednak odbiła się, Müllerowi nic się nie stało.
– Broniewoj[8] – pomyślał Stirlitz.

Stirlitz ukradkiem karmił niemieckie dzieci. Od ukradka dzieci puchły i umierały.

Stirlitz w końcu odzyskał przytomność i natychmiast zasnął.

Stirlitz zaatakował znienacka. Znienacko bronił się tak, jak umiał. A Umiał to też był nie lada zawodnik...

W pokoju był półmrok. Stirlitz wszedł weń ostrożnie. Półmroka nikt potem już nigdy nie widział.

Przemyślenia Stirliza

Idąc ulicą Berlina, Stirlitz zauważył na niebie kolorowy balon. „Corel” pomyślał.

Idąc ulicą, Stirlitz spostrzegł małego chłopca w chałacie, z długimi pejsami i w jarmułce na głowie.
– Jak urośnie, to pewnie będzie Żydem – prędko domyślił się Stilitz.

Idzie sobie Stirlitz poboczem drogi. Nagle minął go samochód Bormanna. Idzie Stirlitz dalej. Po pewnym czasie znowu minął go samochód Bormanna. Stirlitz idzie dalej przed siebie. Znów minął go samochód Bormana.
– Rondo... – pomyślał Stirlitz.

Na korytarzu Stirlitz zobaczył Kathe, a za nią dwóch żołnierzy z karabinami i plecakami.
– Na wczasy – pomyślał Stirlitz.

Odcinek 333.: Stirlitz myśli.

Pastor Schlag powoli ruszył na nartach w kierunku granicy.
– Nie będzie mu łatwo – pomyślał Stirlitz.
Fakt, był już koniec kwietnia.

Stirlitz gnał swoim 600-konnym Mercedesem do Berlina. Obok niego pędzili SS-mani na motocyklach.
– Paparazzi – pomyślał Stirlitz.

Stirlitz, idąc korytarzem w RSHA, zobaczył podstawę logarytmu naturalnego.
– E, tam – pomyślał Stirlitz.

Stirlitz idzie przez miasto. Zobaczył trzech mężczyzn palących na zmianę jednego papierosa.
– Biedacy – pomyślał Stirlitz.
– Stirlitz – pomyśleli studenci.

Stirlitz jechał nocą swoim służbowym czarnym Mercedesem. W pewnym momencie zobaczył w światłach reflektorów Kaltenbrunnera, dającego rozpaczliwe znaki na poboczu drogi. Stirlitz z kamienna twarzą pojechał dalej. Nie minęło pół godziny, a Stirlitz znowu zobaczył Kaltenbrunnera, stojącego obok drogi i rozpaczliwie wymachującego rękami. Stirlitz udał, że nie widzi, i pojechał dalej. Znowu minęło pół godziny i Stirlitz znowu ujrzał Kaltenbrunnera, stojącego na poboczu i wzywającego pomocy. Ta prosta obserwacja ostatecznie utwierdziła Stirlitza w przekonaniu, że poruszał się obwodnicą berlińską.

Stirlitz podszedł do szafy i nacisnął guzik – szafa odsunęła się od ściany ukazując ukryte przejście. Nacisnął ponownie – i szafa przysunęła się z powrotem.
– Ukryte przejście! – zrozumiał Stirlitz po chwili myślenia.

Stirlitz pojechał na wielką akcję w Alpy Francuskie. Bladym świtem wyszedł przed schronisko, wyjął lornetkę i popatrzył przed siebie. Zobaczył mężczyznę z deskami na nogach i z kijkami w rękach.
– Pewnie to narciarz – pomyślał Stirlitz.

Stirlitz pomyślał. Spodobało mu się. Pomyślał więc jeszcze raz.

Stirlitz poszedł do lasu, ale ani borowików, ani podgrzybków, ani nawet opieniek nie było.
– Pewnie nie sezon – pomyślał Stirlitz, siadając na zaspie.

Stirlitz rano, podczas golenia, spogląda w swoje odbicie w lustrze.
– Stirlitz – pomyślał Stirlitz.
– Stirlitz – pomyślało lustro.

Stirlitz się zamyślił. Spodobało mu się to, więc zamyślił się jeszcze raz.

Stirlitz spacerował po Berlinie wieczorową porą. Koło jednej z kawiarni zauważył grupkę wyzywająco ubranych pań.
– Blad'i[9] – pomyślał Stirlitz.
– Pułkownik Isajew – pomyślały kurwy.

Stirlitz, spacerując latem nad rzeką, zauważył nad brzegu człowieka z wędką.
– Jak biorą? – zagadnął.
– Dobrze – odpowiedział człowiek.
– Wędkarz – pomyślał Stirlitz.

Stirlitz, spacerując po berlińskich ulicach, ujrzał grupę smagłolicych mężczyzn z bujnymi ciemnymi brodami i w turbanach na głowach.
– Turyści – pomyślał Stirlitz.

Stirlitz spojrzał przez okno. Poraził go niezwykły blask.
– Oho, osiemnaste mgnienie wiosny – pomyślał.

Stirlitz ustalił spotkanie z łącznikiem z centrali w Cafe Elefant w Berlinie. W umówiony dzień niedbałym krokiem wszedł do lokalu, zasiadł przy stoliku i zamówił wódkę.
– Nie ma wódki – odpowiedział kelner.
– W takim razie poproszę wino – ponowił Stirlitz.
– Wina też nie ma.
– A piwo jest? – zapytał podejrzliwie Stirlitz.
– Piwa niestety też nie ma – odparł skonsternowany kelner.
– Widocznie łącznik z Moskwy przybył dzień wcześniej – domyślił się Stirlitz.

Stirlitz wchodzi do sklepu. Zobaczył cebulę.
– Cebula – pomyślał Stirlitz.
– Następny głupi kawał o Stirlitzu – pomyślała cebula.

Stirlitz wszedł do gabinetu i ujrzał Müllera leżącego na podłodze, i nie dającego oznak życia.
– Otruty – pomyślał Stirlitz, przyglądając się rączce siekiery wystającej z piersi.

Stirlitz wszedł do gabinetu Müllera i zauważył, że nikogo nie ma. Podszedł do sejfu i pociągnął za uchwyt aby się przekonać, czy się nie otworzy. Po upewnieniu się, że jest sam, wyciągnął broń i wystrzelał cały magazynek, ale sejf ani drgnął. Następnie położył granat ręczny pod sejfem i wyrwał zawleczkę. Gdy dym opadł, Stirlitz jeszcze raz spróbował otworzyć sejf. I znów bez powodzenia.
– Hmmm... – doświadczony oficer wywiadu wreszcie wywnioskował. – Musi być zamknięty.

Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
– Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.

Stirlitz z troską patrzył w ślad za swoim łącznikiem, przedzierającym się na nartach przez granicę.
– Czeka go piekielnie trudne zadanie – pomyślał.
Lipiec 1944 roku dobiegał końca.

Stirlitz zobaczył, jak banda wyrostków pompuje kota benzyną. W końcu kot się wyrwał, przebiegł kilka metrów i upadł.
– Widocznie benzyna się skończyła – pomyślał Stirlitz.

Stirlitz zobaczył ludzi w sowieckich mundurach, umazanych błotem twarzach, z pepeszami w rękach.
– Zwiadowcy – pomyślał.

W poniedziałek Stirlitza wyprowadzono z celi, aby go rozstrzelać.
– Taaak, ciężko zaczyna się ten tydzień – pomyślał Stirlitz.

Dialogi telepatyczne

– Ależ on ma paskudny ryj i do tego uśmiecha się od ucha do ucha, jak dureń – pomyślał Bormann, spoglądając na Stirlitza. – Zaraz jak mu dam po tej wrednej mordzie...
– A ja się tym czasem tobie odwinę – pomyślał Stirlitz, dalej się uśmiechając.
– A ja na końcu cię tak walnę, że padniesz jak długi – ze złością pomyślał Bormann.
– A ja się zasłonię i skontruję w odpowiedzi – pomyślał Stirlitz.
– A... – mimowolnie pomyślał Bormmann.
– Be – automatycznie pomyślał Stirlitz.
– Ale ich tam szkolą, w tej Moskwie – z uznaniem pomyślał Bormann.
– A coś ty myślał! – pomyślał Stirlitz.

Idzie sobie Stirlitz lasem i nagle słyszy za sobą: „szur, szur, szur”.
– To chyba żaba – pomyślał Stirlitz.
– Tak, to ja – pomyślała żaba.

Idzie Stirlitz przez las i zobaczył w dziupli parę dużych, żółtych oczu.
– Dzięcioł – pomyślał Stirlitz.
– Sam jesteś dzięcioł – pomyślał Bormann.

Müller, wyglądając przez okno, ujrzał podążającego gdzieś Stirlitza.
– Dokąd on idzie? – pomyślał Müller.
– Nie twój zasrany interes! – pomyślał Stirlitz.

Na korytarzu w siedzibie Gestapo wpadli na siebie Shrek i Stirlitz.
– Stirlitz – pomyślał Shrek.
– Trzeba było mniej pić – pomyślał Stirlitz.

Stirlitz pracuje za biurkiem w swoim gabinecie. Nagle, w oknie na przeciwko, spostrzega sowę siedzącą na drzewie.
– Jakaś głupia ta sowa, przecież to środek dnia – trzeźwo myśli Stirlitz.
– Sam jesteś głupi – myśli Bormann.

Stirlitz przechadza się wieczorem po mieście. Zobaczył ładne, skąpo ubrane dziewczę pod latarnią.
Kurwa – pomyślał sobie Stirlitz.
– Sam jesteś kurwa – pomyślał sobie Bormmann.

Stirlitz siedzi w swoim gabinecie. Ktoś puka.
– To Bormann – myśli Stirlitz.
– Tak, to ja – myśli Bormann.

Przypisy

  1. Gra słów: „ruski” po rosyjsku znaczy „Rosjanin” lub „rosyjski”
  2. Wiaczesław Tichonow – aktor grający Stirlitza
  3. Kommunisticzieskaja Partia
  4. Kommunisticzieskaja Partia Sowietskawa Sajuza
  5. Aktor grający profesora Pleischnera
  6. Deputowany do Rady Najwyższej Rosyjskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, znany z tego, że nie dopuszczał innych do głosu
  7. W języku rosyjskim kawały o Stirlitzu oparte na grze słów występują w dużej ilości, ale większość jest nieprzetłumaczalna (ze względu na różnicę w budowie języka lub zakresie znaczeniowym poszczególnych słów)
  8. Leonid Broniewoj – aktor grający Müllera, dosł. „pancerny”
  9. Po ros. kurwy